Reklama
  • Środa, 1 marca (13:05)

    Włodzimierz Korcz i Elżbieta Starostecka. Nigdy nie idą spać pokłóceni

Reklama

Do dziś pamięta, jak dźwigał jej wypełnioną książkami siatkę – nylonowe żyłki tak mocno wrzynały mu się w dłoń, że aż stała się sino-czerwona. – Ręka mi się trzęsła, ale nie chciałem puścić tej siatki, bo się bałem, że więcej nie będę miał okazji drugą ręką trzymać Elżbiety pod ramię – tak Włodzimierz Korcz (73 l.)wspomina początki rodzącego się uczucia do Elżbiety Starosteckiej (73 l.).

Ich drogi skrzyżowały się w jednym z łódzkich kabaretów studenckich. Piękna i krucha absolwentka filmówki, od razu wpadła w oko początkującemu kompozytorowi. Ona też nie pozostawała obojętna na jego urok, więc pozwalała, by ten szarmancki mężczyzna czasem odprowadzał ją do domu. I wyręczał ją, w czym tylko mógł. A on za każdym razem, gdy z nią był, robił wszystko, by zatrzymać czas.

– Jak jeździliśmy tramwajem, oszukiwaliśmy, że to jeszcze nie ten przystanek, by dłużej pobyć razem – wyznał po latach. Gdy wreszcie docierali pod drzwi jej mieszkania, zdarzało się, że stali tam do bladego świtu. Bez reszty pochłonięci rozmową, nie mogli uwierzyć, że już wybiła piąta rano...

Pani Elżbieta pierwszy raz zaprosiła go do siebie dopiero po kilku miesiącach znajomości. Miał wpaść do niej na kawę. Przejęty, z bukietem pięknych kwiatów w ręku, stawił się punktualnie, ale zastał zamknięte drzwi, zza których usłyszał, że na razie nie może wejść.

– Trochę się speszyłem, ale po chwili dobiegły mnie dziwne dźwięki i dopiero po kwadransie w otwartych drzwiach stanęła zarumieniona Elżunia – opowiadał potem kompozytor. Okazało się, że nie otwierała, bo w panice szorowała schody, by wywrzeć na nim jak najlepsze wrażenie...

On zabiegał o to samo i dlatego przed świętami Bożego Narodzenia, gdy ona trafiła do szpitala na operację ślepej kiszki, postanowił ustawić w jej mieszkaniu świątecznie ubraną żywą choinkę.

– Robiłem to po raz pierwszy, ja, człowiek miastowy, i nie zauważyłem, że przy okazji niechcący zrąbałem siekierką trochę podłogi – śmieje się pan Włodzimierz. Na widok zniszczeń jego wybrance trochę zrzedła mina.

– Przez jej twarz przebiegały przemienne fale: radość z tej choinki i przerażenie z powodu tej podłogi – wspomina muzyk. Ten incydent nie przekreślił jednak szans adoratora. W 1966 roku para stanęła na ślubnym kobiercu.

Obiecali sobie wtedy uroczyście coś więcej niż wymaga przysięga małżeńska. Postanowili, że w ich związku nigdy nie będzie cichych dni. – Że choćby nie wiem co się działo, nigdy nie pójdziemy spać pokłóceni – umówili się.

Starali się dotrzymać słowa, ale nie zawsze było to łatwe. – Mój mąż jest silną osobowością, ja też mam charakterek, czasem trudno nam zrezygnować ze swoich racji – aktorka nie kryje, że ich małżeństwo nie jest wyłącznie sielanką.

Oboje wykonują zawody artystyczne i przeżywają związane z tym frustracje, ale wiedzą, jak się wspierać. On zawsze podziwiał jej filmowe kreacje – uważa, że jest stworzona do ról kostiumowych. Ona doceniała jego kompozycje, które znała i nuciła cała Polska.

Gdy urodził się ich syn Kamil, pani Elżbieta, choć miała już na koncie sukcesy w „Trędowatej” i „Nocach i dniach”, poświęciła się pielęgnowaniu domowego ogniska. – Mąż intensywnie pracuje i wszystko jest na mojej głowie – tłumaczyła.

Nawet podczas remontu ich wymarzonego domu to ona nadzorowała prucie ścian, stropów, kucie podłóg, bo mąż był ciągle w rozjazdach. Dziś oboje cieszą się swoim wymarzonym miejscem na ziemi na warszawskim Żoliborzu. W bliźniaku obok mieszka ich syn z rodziną, więc wnuki są na wyciągnięcie ręki.

Kilkanaście lat młodsza od brata córka Anna wyfrunęła z rodzinnego gniazda. Oni sami też często je opuszczają, ponieważ uwielbiają podróże – i te dalekie, jak do Korei, Nowej Zelandii i Australii, i te bliższe, po Europie.

– Chcemy bez pośpiechu oglądać te cuda, które, mam nadzieję, na nas czekają – rozmarza się aktorka. Jedną z trudności, z którą muszą się mierzyć, jest to, że niemal wszyscy za żonę Korcza uważają... Alicję Majewską. Piosenkarka od ponad 40 lat tworzy z nim zgrany duet, ale wyłącznie zawodowy.

– Od dawna słyszę: „mąż to lub tamto” – przyznaje pani Alicja. – Choć były w telewizji programy z żoną Włodka, ich dziećmi i wnukami, to dla niektórych jesteśmy małżeństwem – rozkłada ręce. Wszystko dlatego, że często pokazują się razem na koncertach, a pani Elżbieta unika blasku fleszy: – Nigdy nie chciałam być gwiazdą, bo to nie dla mnie – wyjaśnia skromnie.

Dobry Czas

Zobacz również

  • Jeszcze nie – odpowiada Borys Szyc na pytanie, czy jego partnerka Justyna Nagłowska nosi już jego nazwisko. Wydaje się jednak, że aktor, który w tym roku będzie obchodził 39. urodziny, jest bliżej... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.