Reklama
  • Czwartek, 16 lutego (14:00)

    Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz. Łączyło ich piękne uczucie

Słynęła z dyskrecji. Jej partner też nie czuł potrzeby dzielić się ze światem tym, co czuje. – To prawda, nigdy nie afiszowali się swoim uczuciem – mówią przyjaciele Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza. Ale gdy sięgniemy po książkę „Najlepiej w życiu ma twój kot. Listy”, przekonamy się, jaka wielka była między nimi zażyłość. Listy niezbicie świadczą o tym, że Kornel Filipowicz był największą miłością noblistki. I odwrotnie.

Boże, jaki piękny mężczyzna

Przenieśmy się w późne lata 40. do Krakowa na ulicę Krupniczą 22, do Domu Literatów, zwanym domem 40. wieszczy. Wrzało tam jak w ulu. Ktoś się wprowadzał, inny właśnie opuszczał kamienicę. Ktoś wpadał tylko na pogawędkę, a zostawał na długie lata.

Reklama

Tam swoje piętno odcisnęli m.in.: Leon Kruczkowski, Jerzy Andrzejewski, wdowa po Witkacym – Jadwiga Unrug (była namiętną brydżystką), Konstanty Ildefons Gałczyński z żoną Natalią i córką Kirą, Sławomir Mrożek, Tadeusz Różewicz.

Czesław Miłosz, co prawda mieszkał przy ulicy św. Tomasza, ale często wpadał na pogawędki, nierzadko zakrapiane alkoholem. W końcu pojawiła się tam i Szymborska. Może to był 1946 rok? Może rok później? Sama nie pamiętała, czy przyszła z ówczesnym narzeczonym, a niebawem mężem, Adamem Włodkiem, czy była wtedy sama. Nieważne.

Istotne było wrażenie, jakie zrobił na niej wysoki, lekko już siwiejący blondyn. Spojrzała na niego i pomyślała: „Boże, jaki piękny mężczyzna”. Nic więcej nie zaszło, nikt ich sobie nie przedstawił. Niebawem Szymborska, już mężatka (Adama Włodka poślubiła w 1948 r.), wprowadziła się na Krupniczą. Lubiła życie towarzyskie. To u niej i jej męża, spotykali się mieszkańcy.

Jak dziewczynka, robiła psikusy – podrzucała znajomym sztucznego szczura, którego zamówiła u siostry pracującej w zakładach futrzarskich. Jak wszyscy, jadała obiady w stołówce, która mieściła się na dole, i tam od czasu do czasu widywała owego przystojniaka – Kornela Filipowicza. Najczęściej był z żoną, awangardową malarką Marią Jaremianką i synkiem Aleksandrem.

Poetka i pisarz pewnie tam w stołówce spojrzeli na siebie nie raz, ale byli pogrążeni w swoich myślach. Ona jako żona zaangażowanego komunisty, zajmowała się pisaniem niegodnych jej talentu agitek. On znakomity prozaik, z tym, co działo się w ówczesnej Polsce nie chciał mieć nic wspólnego. Poza tym miał poważniejsze kłopoty na głowie. Jego żona właśnie zachorowała na białaczkę i opiekował się nią z oddaniem. Maria Jarema zmarła w 1958 r.

Twoi mężczyźni krążą jak sputniki

Cztery lata wcześniej Wisława Szymborska rozwiodła się z Adamem Włodkiem. Kornel Filipowicz po śmierci żony poślubił Marię Próchnicką, historyka sztuki. On mieszkał w Krakowie, ona w Łodzi. Żartowali, że było to małżeństwo dojazdowe. W 1964 roku urodził się im syn Marcin. Mimo to nie zdecydowali się na na jedno miejsce zamieszkania.

Pomimo łączącego ich uczucia rozstali się, ale do końca życia Kornela pozostali w serdecznych relacjach.

– Mamy też z Kornelem kilka wspólnych zdjęć, bardzo udanych. Ale powiedziałam kiedyś Wisławie, którą zresztą bardzo lubiłam, że my nie mamy tak pięknego zdjęcia, jakie mają oni, że są tak bardzo razem i to się czuło. Ja nie byłam zazdrosna i nawet nie brałam pod uwagę Jej wysokiej pozycji, że tak powiem. Była porządnym, dobrym człowiekiem, co dla mnie jest przeogromnej wagi. Myślę, że ona też nie mogłaby powiedzieć o mnie złego słowa – mówiła Maria Próchnicka Justynie Gorzkowicz („Odra”).

W 1967 r. nastał w końcu czas Wisławy i Kornela. Poetka właśnie wyprowadzała się z Domu Literatów do mieszkania przy Krowoderskiej, tak malutkiego, że przyjaciele nazywali go „szufladą”. Pisarz też zmienił adres, teraz mieszkał kilka przecznic od niej. Dzielił ich tylko kilkuminutowy spacer. Tę odległość pokonywali przez kolejnych 21 lat niemal codziennie, gdyż nigdy z sobą nie zamieszkali. Kornel miał 56 lat, Wisława 46.

Uczucie, które ich połączyło, było na tyle dojrzałe, że postanowili być razem, ale nie wchodzić sobie w drogę. Ona nie wyobrażała sobie, że w domu słychać by było równoczesny stukot dwóch maszyn do pisania. On nie mógłby się pozbyć pamiątek, które namiętnie gromadził przez lata. Ale żyć bez siebie nie mogli.

Kiedy na początku związku, Wisława z powodu choroby płuc pół roku spędziła w sanatorium w Zakopanym, zasypywali się listami, pełnymi czułości, ale też czasami przejawów zazdrości. Jak wtedy, kiedy Filipowicz pisał: „Mówiłem Ci już kiedyś, że dziwne mi się wydaje, że Twoi byli mężczyźni nie oddalają się od Ciebie, tylko krążą wokół Ciebie – jak sputniki…”.

Wisława odpowiadała: „Kornelu Kochany! Najlepiej w życiu ma Twój Kot, bo jest przy Tobie”. Filipowicz koty, a konkretnie kotki, miał zawsze. Najpierw była Miczura, później Kizia, na końcu Mizia. Szymborska zaprzyjaźniła się z nimi, tak jak z innymi słabościami swojego mężczyzny. To pod jego wpływem zaczęła chodzić po targach i kupować najbardziej niepotrzebne rzeczy na świecie, które stały się nagrodami podczas słynnych loteryjek.

Odbywały się w domu poetki, a obowiązkowym punktem programu była „kornelówka”, czyli nalewka z cytryny, którą poetka nauczyła się robić, by sprawić przyjemność ukochanemu.

Nigdy nie wspomni o swoim bólu

On, jako zapalony wędkarz, przekonał ją do tego, że wakacje należy spędzać nad wodą, najlepiej na biwaku, albo w sympatycznej leśniczówce. Wtedy pisarz siedział z wędką nad jeziorem, a poetka stała obok z podbierakiem gotowa do akcji. Wyglądało to tak zabawnie, że przyjaciele nazwali ją „Panią Podbierakową”.

Kiedy czasem nie mogła mu towarzyszyć, Filipowicz nie omieszkał jej opisać co, kiedy i gdzie złowił. Ich korespondencja kończy się w 1981 roku. 9 lat później Kornel umarł na raka płuc, leżąc w łóżku przy Wisławie.

Ona nigdy nie wspomni o swoim bólu po stracie ukochanego. O tym, jak był wielki, świadczył jedynie przepiękny wiersz „Tego się nie robi kotu”, którego zresztą nigdy publicznie nie przeczytała.

SZ

Życie na gorąco

Zobacz również

  • O ukochanej mówi, że jest piękna, mądra i dobro rodziny stawia na pierwszym miejscu. Teraz aktor mocno trzyma kciuki za jej nowe plany. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.