Reklama
  • Środa, 22 lutego (08:05)

    Wiktor Zborowski. Miłość wymaga pracy

Odkąd córki się usamodzielniły, ich miłość weszła na nowy etap, ale ani na chwilę nie zapominają, że nad związkiem trzeba pracować.

Kilka miesięcy temu aktorska para świętowała 40-lecie małżeństwa. Chociaż Maria Winiarska bywa impulsywna, a Wiktor Zborowski podkreśla, że małżeństwo to „ciężka robota bez urlopu, orka na ugorze”, udało im się stworzyć szczęśliwy związek.

Pomogła w tym z pewnością umiejętność patrzenia na świat z przymrużeniem oka. Aktor wyniósł ją z domu rodzinnego. Jego dziadkowie poznali się w amatorskim teatrzyku, gdzie babcia grała, a dziadek był suflerem. Znany z komediowego talentu aktor Jan Kobuszewski jest wujem Wiktora Zborowskiego, bratem jego mamy. Rodzinna legenda głosi, że jako osesek Wiktor nasikał słynnemu wujowi... prosto w oko.

Reklama

– Skoro trafiłem, to znaczy, że albo Janek miał duże oczy, albo ja celny instrument – komentuje, jak zawsze żartobliwie. Z powodu profesji wuja od najmłodszych lat często bywał w teatrze, jako dziecko statystował nawet w „Rewolwerze” Fredry, ale bardziej niż sama gra fascynowała go wtedy rekwizytornia z mieczami i pistoletami.

W młodości chciał zostać koszykarzem, lecz tradycja rodzinna okazała się silniejsza. Do szkoły teatralnej w Warszawie dostał się za pierwszym podejściem. To na jej korytarzach mijał swoją przyszłą żonę, rok młodszą Marię Winiarską.

Początkowo tylko na siebie zerkali, twarzą w twarz stanęli dopiero podczas lekcji szermierki

Wtedy trafiła ich nie szpada, ale strzała amora. Zaczęły się randki i czułe słówka. Jej mama była przeciwna ich związkowi: – Zostaw tego dryblasa, on jest dla ciebie za duży! – prosiła córkę.

Bezskutecznie. Drobna Marysia stanęła przed ołtarzem z mierzącym 197 cm wzrostu młodzieńcem. Ślub był wyjątkowy, bo podwójny – dozgonną miłość ślubowali sobie wtedy również młodsza siostra Marii Winiarskiej, Barbara, i aktor Paweł Wawrzecki.

Początkowo to pani Maria zarabiała więcej od męża. On był początkującym aktorem, a duet śpiewających Sióstr Winiarskich cieszył się wielką popularnością. Gdy Barbara urodziła córkę Anię, u której zdiagnozowano porażenie mózgowe, wycofała się z życia artystycznego i poświęciła się jej wychowaniu. Tymczasem Wiktor Zborowski dostawał coraz więcej ról.

Gdy wracał z teatru, nawet jeśli było już bardzo późno, żona zawsze na niego czekała

Nie kładła się wcześniej spać, choć niejednokrotnie była wykończona całodzienną opieką nad dziećmi: starszą córką Hanią i młodszą Zosią. – Wiedziałam przecież, że jest zmęczony po spektaklu lub dwóch, więc czekałam – tak samo jak kiedyś moja mama na tatę – mówi Maria Winiarska. Uważają, że ich staż małżeński to zasługa tego, czego doświadczyli w swoich domach rodzinnych. Rodzice obojga przeżyli razem ponad pięćdziesiąt lat w szacunku i miłości.

Tego samego aktorska para chciała nauczyć swoje córki. Dziś dorosłe kobiety, które wyfrunęły już z rodzinnego gniazda. Starsza Hanna, absolwentka prawa, wyszła za mąż za Brazylijczyka i mieszka w Fortalezie, gdzie prowadzi biznes. Młodsza Zosia kontynuuje rodzinną tradycję i została aktorką. Zdarza się jej grać z tatą, ale nie może liczyć na taryfę ulgową. Gdy Hanna i Zofia spoglądają z perspektywy czasu na dzieciństwo, szczególnie cenią sobie to, że rodzice po kłótni szybko dochodzili do porozumienia.

Nie było cichych dni, zawsze umieli wyciągnąć ręce do zgody

– Wszystkie nieporozumienia staramy się wyjaśnić sobie od razu – mówi Maria Winiarska. – Nie przepraszamy się nawet. Wystarczy, że Wiktor podejdzie i powie: „Dajmy spokój”. I już jest w porządku. W ich przypadku sprawdza się powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają.

On jest uosobieniem spokoju, ona natomiast ma burzliwy temperament. A ponieważ oboje są silnymi osobowościami, na początku małżeństwa trochę się spierali o to, czyje będzie na wierzchu. Potem zawarli niepisany kompromis, a Wiktor nauczył się wyrozumiałości dla żony.

W zamian za to ona zostawiła mu trochę przestrzeni na męskie hobby. I starała się nie być zazdrosna o chwile, kiedy jest sam. Bądź z kolegami. Teraz zostali sami w dużym domu w Konstancinie. Tęsknią za córkami, ale dostrzegają też dobre strony tej sytuacji. Dzięki temu przeżywają drugą młodość. Tylko lepszą. I mają więcej czasu dla siebie.

Co prawda nie chodzą na randki, bo to nie w ich guście, ale bardzo lubią spędzać razem czas, co nie znaczy, że wyłącznie piją sobie z dzióbków. Są jednak mądrzejsi niż przed laty i na wiele spraw patrzą inaczej.

Gdy on do niej dzwoni i pyta, gdzie jest, jego żona wie, że nie robi tego po to, by ją kontrolować, ale z miłości. – Dopóki moja żona dziwi się, że po jej mieszkaniu snuje się jakiś facet w kalesonach, a ja dziwię się, że po moim mieszkaniu pęta się jakaś bliżej mi nieznana pani w halce, to znaczy, że jeszcze potrafimy patrzeć na świat zdumionymi oczami dziecka i wszystko jest w porządku – żartuje aktor i dodaje już całkiem poważnie: – Trzeba się sporo natyrać, by być razem, a nie osobno.

W młodości aktor grał w koszykówkę w juniorskiej reprezentacji Polski, wystąpił nawet na mistrzostwach Europy w Hiszpanii. Kontuzja położyła kres marzeniom o karierze koszykarza. Dzisiaj chętnie gra w golfa, lubi również łowić ryby.

Dobry Tydzień

Zobacz również

  • O dkąd w styczniu ubiegłego roku na świat przyszła Laura, w dotychczasowym apartamencie dziennikarza zrobiło się trochę ciasno. Dlatego Karolina Ferenstein-Kraśko (41) i Piotr Kraśko (46)... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.