Reklama
  • Poniedziałek, 6 marca (13:05)

    Małgorzata Kożuchowska i Bartłomiej Wróblewski. Przy nim czuje się kobieca

Gdy ponad dwa lata temu zostali rodzicami, ich świat wywrócił się do góry nogami. Czy poukładali go na tyle, by mieć czas na romantyczne chwile we dwoje?

Reklama

Grafik Małgorzaty Kożuchowskiej (45) zapełniony jest aż do kwietnia, a to oznacza, że najbliżsi aktorki nie będą widywać jej całymi dniami. Czy częste nieobecności mają wpływ na jej relacje z mężem, biznesmenem z dziennikarską przeszłością, Bartłomiejem Wróblewskim (39) oraz z synkiem Janem Franciszkiem (2)?

Nie jestem tylko robocopem

Praca zawsze była dla Małgosi ważna. Koledzy z planu wielokrotnie podkreślali jej profesjonalizm, obowiązkowość i zaangażowanie. Te cechy docenił też ukochany Bartek, którego gwiazda poślubiła w 2008 r. Miłość i świetnie rozwijająca się kariera dały jej satysfakcję, ale z czasem przestały wystarczać. Aktorka pragnęła zostać mamą, niestety los długo nie pozwalał jej cieszyć się macierzyństwem.

Wszystko zmieniło się jesienią 2014 r. To wtedy ich rodzina powiększyła się o Jana Franciszka. Gdy synek skończył dwa miesiące, Małgosia wróciła do pracy. Dziś przyznaje, że był to dla niej trudny okres. – Zasypiałam na stojąco. Panikowałam, że nie nauczę się roli, zawalę. Dotąd byłam świetnie przygotowana – zdradza w „Twoim Stylu”. Choć było ciężko, nie poddała się.

Mogła liczyć na wsparcie męża i swoich rodziców, ale od siebie też wymagała wiele jako mama. – Jaś towarzyszył mi na planie. Udało mi się karmić go osiem miesięcy i jestem z tego dumna. Dziś mam poczucie, że ta więź, która wtedy między nami powstała, jest niezwykła i będzie procentować – dodaje. Małżonkowie zgodnie wychowują synka, nie pozwalają mu na zbyt wiele. – Syn wie, że mama jest „tatorką”, a kiedy rozpozna mnie na ekranie, woła: „O, mamunia!”. Nie zdarza się to jednak często, bo włączony telewizor to u nas rzadkość – wyznaje gwiazda. Przyznaje, że chciałaby być mamą kumplem, ale też autorytetem. Stara się jednak nie wybiegać w przyszłość. Woli skupić się na teraźniejszości.

Uczy synka porządku, uprzejmości

Pomaga mu, ale w niczym nie wyręcza, zależy jej, by kiedyś był odpowiedzialnym mężczyzną, dżentelmenem, wspaniałym mężem i ojcem. Takim, jak jego tata. Małgosia docenia, jakim parterem jest Bartek. Potrafi zaskoczyć ją bukietem kwiatów kupionych bez okazji. – Gdy wyjeżdża, zawsze coś mi przywozi. Czasem drobiazg, ale ważne jest, że pamięta. Zresztą ja też tak robię – podkreśla.

Bartek wciąż patrzy na Małgosię oczami zakochanego mężczyzny, jak przed laty, gdy się poznali. Zachwyca się jej wyglądem, uczesaniem. – Fajnie, że to zauważa. Daje mi miłą świadomość, że nie jestem tylko robocopem, ale również kobietą – śmieje się artystka. Czy odkąd zostali rodzicami stać ich jeszcze na romantyczne chwile tylko we dwoje? – Z tym jest ciężko. Od dwóch lat nie byliśmy w kinie ani na kolacji – zdradza Małgosia. Codzienna logistyka pochłania ich tak bardzo, że gdy przychodzi piątkowy wieczór, brakuje im siły.

– Zależy nam, by razem wykąpać synka i razem go usypiać. A potem robi się za późno na wyjście. Przygotowujemy więc z Bartkiem kolację, rozmawiamy, oglądamy mecze, filmy na VOD. Stałam się domatorką i dobrze się z tym czuję – mówi. Zdarza się jej wprawdzie tęsknić do czasów „sprzed dziecka”, ale nigdy nie chciałaby do nich wrócić. Jest szczęśliwa.

Iza Kraft

Na żywo

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.