Reklama
  • Piątek, 12 lutego (08:06)

    Jan Englert i Beata Ścibakówna. Żonę wyłowiłem sobie z morza

Reklama

Nikt nie sądził, że z wzajemnej fascynacji profesora i studentki narodzi się jeden z najtrwalszych związków w polskim show-biznesie. A jednak!

Poznali się w szkole aktorskiej. Ona, skromna dziewczyna z Zamościa, on – sławny aktor, starszy od niej o 25 lat. – Pamiętam, jak weszłam do budynku szkoły przy Miodowej. W spódnicy za kolana i białej bluzce czułam się tak... zwyczajnie.

Ze mną na roku była Anka Korcz, Magda Wójcik, piękne, rasowe, z Warszawy. A ja z prowincji: nie za ładna, przygruba – wspomina aktorka. Swojego przyszłego męża poznała bliżej, gdy został jej wykładowcą.

– Wszystkie na roku wzdychałyśmy do niego. Siedziałyśmy na zajęciach i patrzyłyśmy w jego lazurowe oczy. Fascynował nas nie tylko jako mężczyzna, ale imponował jako aktor – mówi. Ale to, że był rektorem, stwarzało dystans. Co więcej, Jan Englert miał wtedy żonę, aktorkę Barbarę Sołtysik, i... trójkę dzieci: Tomasza i bliźniaczki: Katarzynę i Małgorzatę.

Mimo tych przeszkód, coś ich ku sobie ciągnęło. Gdy Beata była na trzecim roku studiów, wyjechali ze spektaklem do Australii. Podczas kąpieli w oceanie, zaczęła się topić. Pan Jan przyznaje, że to wszystko wydarzyło się z jego winy.

– Namówiłem ją, żebyśmy popływali i skakali przez fale. Nagle wpadliśmy w jakiś dół bez dna i zaczęło się robić niebezpiecznie – opowiadał w jednym z wywiadów. – Krzyczałam tylko: „Panie profesorze, niech mnie pan ratuje!”. I uratował – dodaje Ścibakówna.

Po latach aktor często powtarza w żartach: – Żonę wyłowiłem sobie z morza. Ale tak naprawdę to ona mnie wyłowiła. Już wcześniej się mną interesowała i ja też nie byłem tak w ogóle niezainteresowany...

Na pierwszą kawę umówili się, gdy Beata skończyła studia. – Nie myślałam, co z tego wyniknie. Poszłam za nim jak w dym. Z takich uczuć się nie rezygnuje. Ale nie myślałam o białej sukni, w ogóle nie zakładałam, że Janek się rozwiedzie. Nigdy go o to nie poprosiłam. Aż pewnego dnia przyszedł do mnie z... dwiema walizkami – mówi aktorka.

Złośliwi tradycyjnie twierdzili, że Beata weszła w związek z przystojnym wykładowcą dla kariery. Musiała znieść oskarżenia, że rozbiła małżeństwo, odebrała dzieciom ojca, i że to mąż załatwia jej role. Z czasem jednak nieprzyjemne komentarze ucichły. Para pobrała się po kilku latach związku, a wkrótce potem na świat przyszła ich córka Helenka.

Dziś ma 15 lat i świetny kontakt z tatą. Aktor, który kiedyś nie miał zbyt wiele czasu dla dzieci z poprzedniego związku, dziś spełnia się jako ojciec. – Uwielbiam ich obserwować, gdy siedzą obok siebie na kanapie. Przytulają się, rozmawiają, on objaśnia jej świat. Robi to znakomicie, ma odpowiedź na każde pytanie – mówi pani Beata.

I choć przyznaje, że mąż jest jej szefem i mistrzem (Englert jest dyrektorem Teatru Narodowego, w którym aktorka ma etat), w domu to ona ma władzę absolutną. Pilnuje rachunków, przeglądów samochodu, organizuje wczasy.

– Za to mąż nieźle gotuje i lubi robić zakupy. Niewielu jest mężczyzn, którzy chodzą z żoną po sklepach w poszukiwaniu sukienki – zdradza. I choć między nimi jest 25 lat różnicy, tworzą zgraną parę.

– Udane związki są wtedy, gdy partnerzy są na podobnym etapie rozwoju psychicznego i fizycznego, niezależnie od wieku – podsumowuje aktor.

Dobry Czas
Więcej na temat:Jan Englert | Jan Englert | beata | z | Nie | za | ma | Panie

Zobacz również

  • Czy Burak Özcivit i Fahriye Evcen są już małżeństwem? Niedawno pojawiła się plotka, jakoby pobrali się podczas wakacyjnego wyjazdu i nic nikomu nie powiedzieli. Oni sami jednak milczą na ten temat... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.