Reklama
  • Środa, 26 listopada 2014 (15:05)

    Anna Dziadyk i Wiesław Dymny. Ta miłość nie miała prawa zaistnieć

Ona była studentką. On – uzależnionym od alkoholu, starszym o 15 lat artystą. W dodatku żonatym

Scena ich pierwszego spotkania nie zapowiadała wielkiej miłości. – So ty, k..., so znaczy źle się czuje?!... jak ty, k..., grasz w tym filmie? – pytał kompletnie pijany scenarzysta filmu Henryka Kluby „Pięć i pół białego Józka” grającą główną rolę przywódczyni gangu motocyklowego, która ze strachem stała w drzwiach swego pokoju, próbując nie wpuścić go do środka.

Reklama

Po tych słowach ona dała mu w twarz, a on jej oddał i tak zakończyło się to spotkanie. Scenarzysta nazywał się Wiesław Dymny, aktorka, wówczas jeszcze studentka II roku Szkoły Teatralnej, Anna Dziadyk. Scena rozegrała się w pałacyku w Łącku, gdzie kręcono zdjęcia. Była zima 1971 roku.

Miał wdzięk człowieka, który mógłby zabić

Urodzona w Legnicy, ale wychowana w Krakowie, studentka szkoły teatralnej musiała słyszeć o Wiesławie Dymnym, który był postacią znaną i cieszącą się zasłużenie złą sławą. – Wszyscy się go bali. Raz dostałem od niego pięścią w głowę – wspominał Dymnego twórca Piwnicy Pod Baranami Piotr Skrzynecki. – Miał wdzięk człowieka, który mógłby zabić – dodawał Kazimierz Kutz.

– Był to człowiek niezręczny, niegrzeczny, incydentalny – opowiadał reżyser Henryk Kluba. Jakby mało było tych przywar, Wiesław Dymny był również alkoholikiem. Przez kilka lat był związany z artystką Piwnicy Pod Baranami Barbarą Nawratowicz. Kazimierz Kutz wspomina, że „była przywiązana do niego jak pies”, a on był o nią bardzo zazdrosny.

Kiedy Nawratowicz wyjechała z Polski, zostawiając mu mieszkanie, Dymny ożenił się z poznaną w barze w Jaszczurach barmanką Teresą, siostrą artysty Leszka Długosza. Gdy i ona wyjechała za granicę, związał się z dziewczyną, przygotowującą się do egzaminów do szkoły teatralnej. Zimą 1971 roku, kiedy rozegrała się scena w Łącku, Dymny był z żoną w separacji.

Ku zaskoczeniu środowiska, Anna Dziadyk i Wiesław Dymny zaczęli się spotykać. Szybko zdecydowali się na ślub.

Do dziś nosi nazwisko pierwszego męża

Sami zbili z desek stół dla gości. Do USC Anna Dziadyk poszła w króciutkiej spódniczce, długich butach i skórzanej kamizelce, którą własnoręcznie uszył dla niej Dymny. Aktorka przyjęła nazwisko męża i nosi je do dziś. Po przyjęciu weselnym pojechała do NRD na plan filmowy.

– Wiesio to była miłość, jaka się zdarza raz na milion – powtarza Anna Dymna. Do dziś przechowuje listy pisane przez męża: „Kocham Cię najbardziej na świecie i wśród gwiazd i wszystkich galaktyk, wypełniasz mi wszystko niepełne i niewypełnione, i jesteś słowem rzeczy niewysłowionych, i jesteś mną, i ja jestem Tobą, i kocham Cię i jestem Twój”. Oraz wiersze: „Twoje oczy lustra duszy/Twoje biodra... o mój Boże/Twoje nogi akt strzelisty/Twoje łono pomysł czysty”.

– Czytaliśmy na głos Biblię, Dostojewskiego i Szołochowa. Siedzieliśmy razem w łóżku i coś sobie rysowaliśmy (...). I tak do rana – opisuje wspólne życie Anna Dymna.

Człowiek nie może żyć bezczynnie

A przecież oboje intensywnie pracowali. Aktorka dużo grała: w Starym Teatrze, filmie (popularność przyniosły jej role Ani Pawlakówny w komediach Sylwestra Chęcińskiego „Nie ma mocnych” i „Kochaj albo rzuć”), a Wiesław Dymny malował, pisał scenariusze i kolejne skecze wystawiane w Piwnicy pod Baranami.

Mimo wyniszczającego alkoholizmu, Wiesław Dymny był człowiekiem pracowitym. Samodzielnie wykonał meble w mieszkaniu na strychu, nauczył się szyć. „Człowiek nie może być i żyć bezczynnie. Wtedy mózg rozwadnia się, ciało puchnie i flaczeje, a w oczodołach zagnieżdżają się parszywe ropuchy” – pisał obrazowo w liście do żony.

W niedzielę 12 lutego 1978 roku Anna Dymna umówiła się z mężem na obiad u wspólnej przyjaciółki. Aktorka wieczorem miała pociąg do Warszawy, gdzie następnego dnia rozpoczynała zdjęcia do filmu Jerzego Hoffmana „Do krwi ostatniej”. Wiesława Dymnego widziała w sobotę, został z robotnikami na strychu, który po niedawnym pożarze wymagał remontu. Kiedy Dymny nie przyszedł, a telefon nie odpowiadał, tknięta złym przeczuciem wraz z przyjaciółką pobiegła do mieszkania. Wiesław Dymny leżał na podłodze w kuchni. Nie żył.

Na jego pogrzeb na cmentarzu Salwatorskim przyszły tłumy. Aleksandra Maurer, artystka z Piwnicy pod Baranami zapamiętała kazanie księdza Mieczysława Malińskiego. – Mówił, że artyści są ulubieńcami aniołów, a ten, kto pije wino, jest blisko Boga (...). I że Chrystus także pił wino”. Wielu ludzi było oburzonych tym kazaniem.

Życie nie było usłane różami

Powodem śmierci 42-letniego Wiesława Dymnego był zawał serca. Prokuratura umorzyła śledztwo, choć bliscy artysty sugerowali, że ktoś mógł mu pomóc. – Śmierć Dymnego jest dla mnie tajemniczą śmiercią – mówi Anna Dymna.

– To nie było życie usłane różami, ale fascynujące – opowiada aktorka w najnowszym wywiadzie dla „Twojego Stylu”. Mimo że potem jeszcze dwukrotnie wychodziła za mąż (od ponad 30 lat dzieli życie z reżyserem Krzysztofem Orzechowskim, dyrektorem Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie), mówi: – Bez Dymnego nie byłoby mnie takiej, jaka dziś jestem.

EP

Życie na gorąco
Więcej na temat:Anna Dymna | Dymna | Nie | O.N.A.

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.