Reklama
  • Środa, 24 lutego (10:05)

    Agnieszka i Marek Perepeczko. Żyli na dwa domy

Mówiono, że on był jak drewno w ognisku, a ona jak płomyczek, który po nim biega…

Legenda mówi, że ich miłość zaczęła się w… kolejce. Stali jedno za drugim z dokumentami, które mieli złożyć, by przystąpić do egzaminu wstępnego do szkoły teatralnej. I wtedy Marek Perepeczko (†63) pomyślał: Ta albo żadna!

Reklama

Miał 19 lat, mnóstwo siły i energii. Zresztą wystarczyło tylko na niego spojrzeć: 190 cm wzrostu, barczysty, o chmurym spojrzeniu. Chłopak pochodził z warszawskiego Mokotowa i nosił pseudonim Perypel. Najlepiej potrafił się bić i tańczyć.

Uwagę zwracał ogoloną głową, założył się bowiem z kolegami, że jak go przyjmą do szkoły teatralnej, pozbędzie się włosów! Niewiele odrosły, gdy po raz pierwszy odwiedził rodzinny dom Agnieszki w Milanówku.

Jej ojciec, szanowany lekarz, po spotkaniu ponoć powiedział do żony, że ma cichą nadzieję, iż to nic poważnego. Miał skalę porównawczą, ponieważ o rękę jego córki starali się znani aktorzy, a nawet sławni reżyserzy.

– Często się zastanawiałem, co ta baba sobie wymyśliła, żeby dzielić życie ze mną, kiedy mogła mieć supermanów?! – lubił żartować pan Marek. Zjawiskowa dziewczyna też od pierwszego wejrzenia zainteresowała się dryblasem. Sama zresztą była niewiele niższa od niego.

– Wtedy taki wzrost był rzeczą naprawdę wyjątkową – mówił aktor. Kiedy zaproponował jej pójście do kina, szybko i z uśmiechem się zgodziła. Wkrótce stali się nierozłączną, popularną, a przede wszystkim niezwykle piękną parą.

– Marek był jak drewno w ognisku – porównuje aktor i przyjaciel obojga Jerzy Bończak (69). – A Agnieszka jak płomyczek, który po nim biega… Spotykali się 4 lata, często kłócili.

Nie myśleli o ślubie

To matka pani Agnieszki uznała, że para, która ma tak poważny staż, powinna stać się małżeństwem. I dostarczyła wszelkie papiery, a oni tylko poszli do urzędu stanu cywilnego, aby złożyć ślubowanie i podpisy.

W ich małżeństwie bywało różnie. Zaliczyli etapy wynajętych mieszkań, pierwszego wspólnego mieszkania z kuchnią bez okna, krótszych lub dłuższych rozstań. Jeden z małżeńskich kryzysów zakończył się jej wyjazdem do Australii w 1976 roku, na zaproszenie brata. Kiedy wróciła, szybko zaczęła znów tęsknić za Australią.

W 1981 roku skorzystała z kolejnego zaproszenia i została tam 20 lat. Tym razem Marek Perepeczko po 3 latach rozłąki pojechał za nią do Melbourne. Próbował robić spektakle dla Polonii.

– Mieszkałem tam 4 lata i przez ten czas źle się czułem – wspominał aktor. – Dlatego wróciłem do domu. Był rok 1989. Pani Agnieszka została na drugiej półkuli i dalej wytrwale wydeptywała zawodowe ścieżki jako modelka, aktorka, fotografka. Byli parą, którą dzieliły oceany i kilkanaście tysięcy kilometrów. Żartowano, że są małżeństwem na dwa domy i dwa kontynenty. Pani Agnieszka mieszkała pół roku w Australii i pół roku w Polsce.

– To dla naszego małżeństwa nie stwarza żadnego zagrożenia – odpowiadali pytani o dziwny związek. – Czasem taka rozłąka może być nawet korzystna dla partnerów…

Byli nietypowym małżeństwem i dawali sobie bardzo dużo swobody

Nigdy też nie doczekali się potomstwa, mimo że ona bardzo chciała mieć liczną rodzinę i duży dom. To było jej wielkie, ciche marzenie… – Kariera mogła dla niej w ogóle nie istnieć – tłumaczył pan Marek.

– A dla mnie była ważniejsza niż dzieci. Dlatego nie mogłem jej tego zapewnić. Ona go trochę rozumiała, a ponadto bardzo przeżyła śmierć swojego ukochanego psa. To dało jej obraz, co może ją czekać jako matkę.

– Gdybym miała dziecko, byłabym dobrą matką, może nawet za dobrą – mówiła. – Zamęczyłabym je chyba swoją miłością! Gdy pani Agnieszka w 2001 roku wróciła na stałe do Polski, zajęła mieszkanie, które otrzymała w spadku po matce. On natomiast od 1997 roku mieszkał w Częstochowie, gdzie został dyrektorem Teatru im. Adama Mickiewicza.

Gdy przyjeżdżał do Warszawy, zatrzymywał się w swoim mieszkaniu. Domy małżonków dzieliło już tylko 10 kilometrów. Gdy chcieli razem zjeść kolację, jedno z nich dojeżdżało taksówką. Oddzielne mieszkania to była ich decyzja. Chcieli nadal korzystać z wolności, mieć swoje przestrzenie i codzienną swobodę. – Każde z nas było kowalem swojego losu. Czasu, kaprysów, wyjazdów – zapewniała Agnieszka Perepeczko.

– Byliśmy indywidualistami. Lubiliśmy swoje przestrzenie, swoje wolności. Zamiast groźby rozwodu mieliśmy telefoniczne rozmowy. On szczerze przyznawał, że nie był najlepszym mężem. Szczególnie gdy zagrał Malutkiego w serialu wojennym Kolumbowie, a potem Janosika. Żona kiepsko znosiła jego popularność.

– Nigdy nie miałem natury uwodziciela – twierdził aktor. – Byłem za to gorącym miłośnikiem kobiet, a także wszystkiego, co kobiece. Z kolei ona przyznaje, że była piekielnie zazdrosna, mimo że mąż nie dawał jej do tego realnych powodów. Często robiła słynne wśród znajomych i przyjaciół awantury. Nakręcała się do tego stopnia, że na końcu sama nie wiedziała, o co jej chodzi.

– Marek miał powodzenie jak cholera – opowiada aktorka. – Tak fantastycznie przystojnego faceta nie było i długo nie będzie! Zabił go zawał serca. Aktor zmarł 17 listopada 2005 roku w swoim mieszkaniu w Częstochowie. Pochowany został na Powązkach w Warszawie.

Agnieszka Perepeczko od kilku lat przeżywa drugą młodość, jest młoda duchem i pełna energii. Dużo gra, pisze książki, romansuje. Z Michałem Olejnikiem, którego 2 lata temu zabrała do Australii, napisała książkę Romantyczna kolacyjka. Aktualnie dużo czasu spędza z modelem Marcinem Józefowskim (33).

– Jestem wolna. Robię, co chcę, spotykam się z kim chcę, kończę znajomości, kiedy chcę. Taka wolność to wspaniałe uczucie – mówi Agnieszka Perepeczko. Przy każdej okazji jednak wspomina, że była żoną fantastycznego mężczyzny. Harnasia. A jej mieszkanie pełne jest pamiątek po ukochanym mężu…

Rewia

Zobacz również

  • Półtora roku temu partnerka wyprowadziła się od niego, zabierając córkę. Agustin skarżył się, że został porzucony. Czy w uczennicy znalazł pocieszycielkę? więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.